Na dzisiaj zaplanowałam wpis na temat kremu Nivea, który z pewnością większości z Was jest dobrze znany. Produkt był/jest mocno reklamowany w tv, kolorowych czasopismach i za pośrednictwem internetu. Czasem tak jest, że gdy wszyscy głośno o czymś mówią, to człowiek też ma ochotę spróbować, o co tyle krzyku.
Markę Nivea lubię, ale przeważnie wybieram kosmetyki do pielęgnacji ciała, bo te do twarzy się u mnie nie spisują. Mimo to skusiłam się na lekki krem odżywczy, który o dziwo sprawdził się u mnie bardzo dobrze.
Markę Nivea lubię, ale przeważnie wybieram kosmetyki do pielęgnacji ciała, bo te do twarzy się u mnie nie spisują. Mimo to skusiłam się na lekki krem odżywczy, który o dziwo sprawdził się u mnie bardzo dobrze.
Kosmetyk znajduje się w poręcznym, małym słoiczku o pojemności 50 ml. Wygląd i funkcjonalność opakowania są dla mnie w porządku i myślę, że nie ma się nad czym tutaj rozwodzić. Konsystencja jest kremowa, gęsta i treściwa, spierałabym się ze stwierdzeniem producenta, że jest lekka. Pomimo to nie powoduje zwiększonego błyszczenia się skóry. Ma charakterystyczny zapach typowy dla kosmetyków tej marki, dosyć delikatny, który nie drażni nosa.
Krem dobrze nawilża, może być stosowany i na dzień i na noc nawet przy tłustej cerze. Skóra jest napięta, elastyczna i odżywiona. Produkt nie spowodował u mnie zapychania porów i wysypu niespodzianek, a tego najbardziej się obawiałam. Zastanawiam się nad jego fenomenem, bo działanie ma niezłe, natomiast skład raczej przeciętny. Muszę przyznać, że jak na kosmetyk za 9 zł, to jestem z niego zadowolona.